Podsumowanie ZIO w Pekinie 2022

Tyle miesięcy przygotowań, oczekiwań, pracy i stresu, potem nieco ponad (bardzo szybki) tydzień i… koniec. Zakończyliśmy Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. Były to dni niesamowitych emocji, zmęczenia, często braku snu i litrów kawy, a także godziny spędzone przed telewizorem bądź telefonem. Dni dla niektórych pełne radości i szczęścia, dla innych rozczarowania i goryczy, a dla jeszcze innych i tego i tego. A my dzisiaj proponujemy Wam – przeżyjmy to jeszcze raz! Zapraszamy na podsumowanie ZIO w Pekinie 2022.

Zaczęło się od zmagań z covidem i z czasem. Piotr Żyła, Daniel Andre Tande, Johann Andre Forfang, Marita Kramer, Jacqueline Seifriedsberger…. Z tych zawodników tylko Piotr Żyła otrzymał negatywny wynik na tyle wcześnie, iż zdążył na odlatujący do Pekinu samolot. Pozostała czwórka niestety, tyle szczęścia nie miała. O ile Tande i Forfang po zamieszaniu z wynikami, które wydawały się być losowane przez maszynę, finalnie dotarli na zawody na skoczni dużej (niestety, wystąpić na normalnej nie było im dane), to dwie Austriaczki igrzyska spędziły w domu. Murowana faworytka po raz drugi straciła konkursy a może też i medale przez wynik testu (tym razem jednak prawdziwy). Jej koleżanka z kadry, Seifriedsberger również musiała pożegnać się z występem w Pekinie. Był to prawdziwy cios dla Austriaków, gdyż mogli pożegnać się z marzeniami o medalu w zawodach drużyn mieszanych.

Pierwszych emocji dostarczyły nam treningi pań, które na przemian padały łupem Słowenek, utytułowanej Sary Takanashi oraz Kathariny Althaus. Od samego początku pewne było, iż walka o podium olimpijskie na skoczni normalnej rozegra się właśnie pomiędzy nimi. Tak też zresztą się stało. Na skoczni HS106 w Zhangjiakou nie odbyły się kwalifikacje pań, dlatego iż zaledwie 40 zawodniczek pojawiło się na starcie. Pierwsza seria okazała się niesamowicie pomyślna dla Niemki, Kathariny Althaus. Zawodniczka nie mogła jednak czuć się pewna swojej przewagi, gdyż czuła na plecach oddech swoich rywalek – Ursy Bogataj, Niki Kriznar, Emy Klinec oraz Sary Takanashi. Przewaga z pierwszej serii niestety nie wystarczyła Niemce aby wygrać. W serii finałowej musiała uznać wyższość Bogataj, która oddała dwa najdłuższe skoki. Słowenka w ogóle nie wydawała się być przytłoczona presją, podczas gdy Althaus ostatecznie skróciła drugi skok. Najlepszą trójkę zwieńczyła Nika Kriznar. Zwyciężczyni Kryształowej Kuli za sezon 2020/2021 wróciła z Pekinu z brązem. Niestety, na podium nie załapała się Takanashi, która to już po raz kolejny nie tylko musiała obejść się smakiem za złotem, ale tym razem także pożegnała się z podium. Niestety, obie Polki, Kinga Rajda i Nicole Konderla nie weszły do serii finałowej.

Tuż przed tym jak Ursa Bogataj wywalczyła pierwsze olimpijskie złoto w historii słoweńskich skoków (!!!), rozegrały się treningi i kwalifikacje panów. Podczas trzech serii treningowych na prowadzenie wysunęli się następująco: Manuel Fettner, Halvor Egner Granerud oraz Jewgienij Klimow. Jednak to nie łupem żadnego z nich padły kwalifikacje. Zachwycił w nich Marius Lindvik, który na tę chwilę jest 4. w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Tuż za nim uplasowali się jego rodak, Robert Johansson, oraz Piotr Żyła. Wszyscy biało-czerwoni awansowali do konkursu, mimo krótkiego skoku Kamila Stocha w fatalnych warunkach. Zaledwie troje zawodników odpadło w kwalifikacjach.

Zaraz na drugi dzień odbył się pierwszy konkurs indywidualny na skoczni normalnej. Emocje sięgały zenitu, głównie ze względu na bardzo słabe skoki drużyny niemieckiej, mocno średnie warunki pogodowe oraz niedostatecznie dobre skoki tzw. faworytów oraz liderów. Po pierwszej serii na prowadzenie wysunęła się następująca trójka: niesamowicie mocny Ryoyu Kobayashi, fenomenalny Peter Prevc oraz mistrz z Soczi i Pjongczangu, Kamil Stoch. W pierwszej dziesiątce, na 8. miejscu plasował się również Dawid Kubacki. Jednak seria finałowa zmieniała (prawie) wszystko. Kobayashi we wspaniałym stylu wygrał złoto, zaś srebro powędrowało do Manuela Fettnera, najstarszego członka reprezentacji Austrii, który od samego początku zmagań, a nawet i wcześniej, już podczas zawodów Pucharu Świata prezentował swoją wysoką formę. Natomiast brąz trafił do Polaka! I to właśnie do Dawida Kubackiego, mistrza awansów z odleglejszych pozycji. Peter Prevc zakończył konkurs na 4. lokacie, tracąc 0,5 punktu do Polaka. Natomiast Kamil Stoch ostatecznie zakończył konkurs na miejscu 6.

Ledwo odpoczęliśmy po emocjach związanych ze słoweńskim dubletem na podium i ………, a nadszedł dzień konkursu drużyn mieszanych. I nikt nawet nie podejrzewał, że ten konkurs przejdzie do historii z innego powodu niż wywalczone złoto (bo każdy wiedział jaka nacja go zgarnie), a z powodu dyskwalifikacji. Już w połowie pierwszej serii padła wiadomość o dyskwalifikacji Sary Takanashi z powodu nieprawidłowego kombinezonu. Załamana Japonka wyszła zapłakana z kontroli, a walka Japonii o medal przerodziła się w walkę, aby nie zająć ostatniego miejsca. Jak się okazało, nie groziło im to. Zaraz potem gruchnęła wiadomość o dyskwalifikacji Danieli Iraschko-Stolz. Austriaczka również „poleciała” z tego samego powodu co Sara. A to jeszcze nie był koniec, bo chwilę później skok Norweżki, Silje Opseth również nie został zaliczony w zawodach. Zawodniczka poszła w ślady swoich dwóch koleżanek i jej kostium również został określony jako nieregulaminowy. Tuż przed końcem pierwszej serii, a właściwie tuż przed skokiem Karla Geigera, świat obiegła informacja o dyskwalifikacji wicemistrzyni olimpijskiej, Kathariny Althaus. Również za kombinezon. I o ile kiedyś baliśmy się Seppa Gratzera, to teraz to Polka, Agnieszka Baczkowska, okazała się postrachem skoczkiń (i skoczków). To zresztą nie był koniec. W drugiej serii dowiedzieliśmy się o dsq dla Anny Odine Stroem. Norwegia więc straciła aż dwoje z czwórki swoich reprezentantów. Konkurs ten oczywiście wywołał ogromną burzę. Takanashi oraz Iraschko-Stolz wzięły na siebie dyskwalifikacje, przepraszając kolegów oraz kibiców, drużyna niemiecka była jednak jawnie oburzona tą określoną tak przez nich „niesprawiedliwością” i „porażką oraz klęską skoków”. Mimo tych żalów, kontrolerka pozostała niewzruszona. Baczkowska zaraz po konkursie wspomniała, iż niektóre zawodniczki miały w kombinezonie zapas o co najmniej 10cm. Dodała też, ich nacje zostały ostrzeżone o kontrolach, a część pań otrzymała wcześniej upomnienie o skorygowanie problemów ze strojem. Konkurs zakończył się spektakularną wygraną Słowenii, która od początku była murowanym numerem jeden jeśli chodzi o złoto (tuż przed ostatnim skokiem Petera Prevca przewaga była na tyle duża, że wicemistrz olimpijski z Soczi praktycznie nie musiał już skakać). Drugie miejsce padło łupem Rosji, a właściwie Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiemu (czyli po prostu Rosji), do czego przyczyniły się doskonałe skoki Jewgienija Klimowa oraz Daniła Sandriejewa (plus świetnej Awwakumowej i nieco słabszej Makinie), zaś trzecie powędrowało dla Kanady, co okazało się kolejny zaskoczeniem (tym razem pozytywnym) tych zmagań.

Tuż po zawodach na skoczni normalnej, przyszedł czas na sprawdzenie się na skoczni dużej. Całą środę i czwartek mogliśmy obserwować oficjalne treningi, po których, ze względu na zmieniające się warunki atmosferyczne, nic nie było pewne. Do boju o podium mógł włączyć się praktycznie każdy. Piątkowe kwalifikacje należały jednak zdecydowanie do Mariusa Lindvika, dla którego były to pierwsze igrzyska. Lindvik triumfował już w kwalifikacjach przed konkursem na skoczni normalnej, jednak nie udało mu się powtórzyć wyczynu w konkursie. W sobotę nadeszła szansa aby to zmienić. Ma półmetku konkursu zdecydowanie prowadził Ryoyu Kobayashi. Nie mógł on jednak spokojnie odetchnąć, gdyż po piętach deptał mu nie kto inny jak właśnie Marius Lindvik, oraz, całkiem niespodziewanie, Timi Zajc. Tuż po za podium znajdował się Kamil Stoch. Jednak w serii finałowej Kobayashi nie utrzymał swojej pozycji i złoto trafiło do Lindvika, który nie ugiął się pod presją. Kobayashi wylądował ostatecznie jako drugi, zaś jako trzeci na podium znalazł się Karl Geiger. Kamil Stoch ostatecznie utrzymał 4. lokatę.

Podium to jednak wywołało sporo kontrowersji w całym skokowym świecie. A wszystko z powodu kombinezonu Karla Geigera. Na zbliżeniach wyraźnie widać, iż krok stroju znajduje się zdecydowanie niżej, niż powinien się znajdować w regulaminowym kombinezonie. Kwestia nieregulaminowych strojów została poruszona już podczas konkursu drużyn mieszanych, jednak dyskwalifikacjom uległy tylko zawodniczki. Jeśli chodzi o mężczyzn, trafiła się ona jedna – podczas konkursu na skoczni normalnej z gry wypadł Halvor Egner Granerud, którego to jednak kombinezon nie sprawiał aż tak koszmarnego wrażenia jak ten należący do Niemca. Kontroler skoczków, Mikka Jukkara nie zdecydował się jednak na dyskwalifikacje zawodnika po kontroli (dodatkowo chodzą głosy, iż kontrola nie miała miejsca, lub też została „odbębniona”), aczkolwiek na drugi dzień sam miał wątpliwości co do stroju, twierdząc „po konkursie już nic się nie da z tym zrobić”. Nie był to jednak koniec całej afery, o czym opowiemy dalej.

W Walentynki, 14. lutego miejsce miała drużynówka. Seria próbna mimo tego, iż przebiegła całkiem sprawnie, mogła poszczycić się całkowicie nieadekwatnymi wynikami, gdyż większość zawodników praktycznie od razu po wyjściu z progu spadała na bulę, z powodu ponad 4.5 metra wiatru w plecy. Również pierwsza seria konkursowa nie mogła zostać nazwaną sprawiedliwą, jeśli chodzi o warunki wietrzne. Wielu skoczków kilkakrotnie schodziła z belki, a techniczni czuwali, rozdając kocyki (tak jak cztery lata temu w Pjongczangu). Druga seria przebiegła w lepszych warunkach, daleko jednak było im do optymalnych aby określić realną formę ekip. Złoto wygrała Austria, co nie było zbytnim zaskoczeniem, pomimo tego, iż jednak zdecydowanym faworytem była Słowenia. Drużyna Roberta Hrgoty skończyła jednak druga. Pomimo rewelacyjnych występów braci Prevc (szczególnie Petera, który dwukrotnie kończył 4. grupę), świetnych skoków Lovro Kosa, Timi Zajc zarówno w serii próbnej, jak i konkursowej, dostał nieprzyjemny podmuch wiatru zaraz po wyjściu z progu. Na trzeciej pozycji uplasowali się Niemcy, co było największym zaskoczeniem Igrzysk, gdyż do tej pory nie prezentowali się oni na tyle dobrze, aby w ogóle walczyć o podium. Dopiero 4. lokatę zajęli Norwedzy, poprzedni mistrzowie olimpijscy. Polacy zajęli dopiero 6. miejsce. I tutaj znowu wybuchła afera, gdyż pod lupę został wzięty kombinezon Markusa Eisenbichlera. Tak jak w przypadku Karla Geigera sprawiał on wrażenie nieco za dużego. Pomimo kontrowersyjnych zdjęć i komentarzy, Jukkara nabrał wody w usta.

Klasyfikacja medalowa Igrzysk Olimpijskich w Pekinie:

Słowenia – 4 medale

Niemcy – 3 medale

Austria – 2 medale

Japonia – 2 medale

Norwegia – 1 medal

Polska – 1 medal

ROC – 1 medal

Kanada – 1 medal

Źródło: informacja własna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s